Ponieważ miałam kilka dni wolnego udało mi się skończyć chustę - a praca nad nią posuwała się bardzo wolno. I podziwiam te dziewczyny, które taką chustę potrafią zrobić w ciągu kilku dni. Mi zrobienie tej chusty zajęło ponad miesiąc.
Ale najważniejsze, że już jest gotowa :-)
Tyle dni wolnego więc i wycieczki za miasto były :-)
Odwiedziliśy Kazimierz Dolny nad Wisłą (nie wiem który to już raz)
I kilka migawek z nad Wisły (tradycyjnie Kępa Zawadowska)
Skończyłam chustę i zabrałam się za kolejny projekt - tym razem sweter z koła. Kiedyś zobaczyłam u Krysi takie cudo i postanowiłam, że i ja taki mieć będę.
Korzystam z kursiku przygotowanego przez Dorotę o tego.
A tak wyglądają moje początki
Pierwszy raz robię na drutach pończoszniczych i powiem, że to nie takie proste - przynajmniej na początku. Ja robię dosyć luźno, więc pierwsze próby to była masakra, bo wszystko mi się zsuwało z drutów, ale po którejś próbie się udało.
Zaczęłam od zrobienia ośmiu oczek na szydełku z magic loop, bo jak nabierałam na druty tak normalnie, to miałam po środku taką dziurę, że mysz by przeszła. Na początku również nie bardzo wiedziałam co zrobić z wielgaśnymi dziurami przy narzutach, ale znalazłam rozwiązanie - przerabiam narzut jak oczko przekręcone :-)
Ponieważ nie posiadam krótkich drutów z żyłką, to pewnie jeszcze kilka okrążeń na drutach pończoszniczych zrobię.
Włóczka z odzysku - sprute dwa męskie swetry - mam nadzieję, że straczy mi włóczki.
Na razie korzystam z drutów 3,5 mm.
A na koniec moje dwa sierściuchy zapakowane w pudło - czyżby sie gdzieś wybierały?
I to już koniec tego przydługiego posta.
Życzę Wam cudownego nadchodzącego tygodnia.
Agnieszka